Jak zadłużają się gminy na Warmii i Mazurach

Przeszukiwałem ostatnio zamówienia publiczne ogłoszone w tym roku w województwie warmińsko-mazurskim. Mniejsza z jakiego powodu, istotniejsze, że oprócz oczywistej frajdy z oglądania przaśnej i festynowej estetyki stron internetowych niektórych gmin w województwie, coraz częściej przed oczami pojawiał mi się jeden szczególny typ zamówienia. I nie, nie chodzi o przetargi na odławianie bezdomnych zwierząt, które nierzadko kończą się ich wywożeniem z jednego województwa i wypuszczaniem na terenie innego, a następnie ponownym stawaniu do przetargu do odłowienie zwierząt poprzednio już złapanych, ale o zamówienia publiczne z tytułu konieczności zaciągnięcia kredytu.

Ile gmin wzięło kredyt?

Problem zadłużenia jednostek samorządu terytorialnego w Polsce nie jest oczywiście nowy, ani specjalnie spektakularny medialnie. W codziennych donosach rządzi raczej bieżączka i nic w tym dziwnego. Gotowe rozwiązania na każdą, nawet najbardziej skomplikowaną sprawę mają jedynie łopatologiczni pryncypialiści lub zwykli głupcy, stąd brak jest w Polsce jakiegoś unormowania np. kwestii limitu zadłużenia gminy (czy gmina jako podmiot publiczny może w ogóle zbankrutować?) lub przepisów ograniczających możliwość wciskania kredytów klientom znajdującym się w słabej kondycji finansowej (czy bank, który udziela kredytu nie biorąc uwagę ryzyka niewypłacalności nie jest przypadkiem równie odpowiedzialny co kredytobiorca?). Dlatego warto się nad sprawą zadłużenia pochylić, zanim po raz kolejny będziemy przeklinać dziury w asfalcie lub krytykować z pozoru absurdalne decyzje podejmowane na naszym lokalnym ogródku. Wszak hajs musi się zgadzać, niezależnie od tego czy liczymy go nad czy pod kreską.

Prawdę mówiąc prawie w ogóle nie znam się na prawie administracyjnym, z kolei tekst prawa o finansach publicznych widziałem kiedyś w internecie. Jednak przeglądając Biuletyny Informacji Publicznej kolejnych gmin województwa warmińsko-mazurskiego do głowy przyszło mi następujące pytanie: Jaki odsetek gmin w województwie wzięło kredyt w ciągu ostatniego – mniej więcej – pół roku? Przyznam, że liczba zamówień publicznych jest przynajmniej zastanawiająca.

Należy oczywiście odróżnić kwestię wzięcia kredytu przez gminę od jej ogólnej kondycji finansowej. Można być jednocześnie milionerem i mieć osiemnaście kredytów do spłacenia, co widać nawet po pobieżnym przejrzeniu procentu długu do rocznego dochodu dużych polskich miast uważanych powszechnie za prężne i rozwijające się. Niemniej, z powyższego zestawienia wynika, że w ostatnim półroczu co czwarta gmina w województwie (26,4% wszystkich gmin w warmińsko-mazurskim) wyraziła chęć/potrzebę wzięcia kredytu. Rekordzistką jest gmina Bartoszyce z kredytem na okrągłe 10 mln zł, najmniejszą kwotę kredytu wpisała z kolei do przetargu podolsztyńska Purda.

Ile gminy pożyczą i ile będą te kredyty spłacać?

Nie wszystko da się na podstawie zawartości Biuletynów Informacji Publicznej (BIP) dowiedzieć. Teoretycznie gmina jako jednostka publiczna samorządu terytorialnego jest zobowiązana do informowania społeczeństwa o ogłaszanych przetargach, jeśli opiewa on na kwotę w wysokości do tzw. progu unijnego (obecnie ponad 50 tys. zł), jednak praktyka kończy się niejednokrotnie żmudnym przegrzebywaniem wyskakujących tu i tam okienek bez konkretnych liczb, dat lub nawet treści ogłoszeń. Zdarza się bowiem i tak, że chociaż dana gmina umieściła w swoim planie zamówień publicznych na 2017 rok pozycję „Wzięcie kredytu długoterminowego” i określiła na początku roku, że ogłosi zamówienie w 2. kwartale, próżno jej szukać w BIPie gminy.


Każdorazowo udało się jednak ustalić na jaką kwotę gmina opublikowała (lub najpewniej opublikuje w najbliższej przyszłości) zamówienie publiczne dotyczące wzięcia kredytu. Okazuje się zatem, że w ciągu ostatniego półrocza 28 gmin województwa warmińsko mazurskiego wyraziło chęć wzięcia kredytu na łączną kwotę 50,1 mln zł. To średnio ponad 1,5 mln zł na gminę (dokładnie: 1,75 mln zł). Dużo to czy mało? Na to pytanie najłatwiej byłoby odpowiedzieć porównując ostatnie półrocze z poprzednimi, adekwatnymi okresami lub przynajmniej przekopać się przez BIPy wszystkich gmin w kraju w ostatnim półroczu, ale byłoby to zbyt czasochłonne i za bardzo ambitne jak na skromne progi Dychy (w Polsce jest ponad 2400 gmin). Warto jednak dodać, że czas spłaty kredytów przez najmniejsze jednostki samorządu terytorialnego w naszym kraju waha się od 2 lat (Purda) do 15 (Zalewo). Rekordzistką w czasie spłaty byłaby gmina Kurzętnik, z określonymi 20 latami, gdyby nie fakt, że przetarg na udzielenie kredytu długoterminowego z przeznaczeniem na budowę wielorodzinnego budynku mieszkalnego unieważniono z tytułu braku ofert. Sam fakt długości spłaty w latach pokazuje jednak gotowość gmin do zadłużania się w perspektywie nieraz prawie pokoleniowej. Średnia spłaty zaciągniętego kredytu w latach wyniesie blisko 8 lat (7,86).


Urok mapek

Proste, tabelaryczne zestawienie pt. „Lista gmin w województwie X, które wzięły kredyt w ostatnim półroczu” miałby być może swój urok dla statystyków lub zwolenników teorii wielkich liczb. Nic tak się jednak dobrze nie sprzedaje jak zgrabny rysunek, najlepiej z dużą ilością czerwieni dla podkreślenia dramatyzmu. Dlatego oprócz tabelek postanowiłem popatrzeć na województwo warmińsko-mazurskie z lotu ptaka i przekonać się, gdzie leżą te tak chętne do zadłużania się gminy. Oto, co otrzymałem:


Na pierwszy rzut oka widać, że geograficzny rozkład przetargów w województwie nie jest równomierny. Mapa przeczy bowiem typowym wyobrażeniom Polski jako kraju, w którym „im bardziej na wschód tym gorzej”. Co więcej, wydaje się, że chęć wzięcia kredytu nie oznacza, że wójt gminy Y to dureń po podstawówce, który nie potrafi liczyć kasy i zadłuża się na potęgę. Rozmieszczenie kredytowe pokazuje raczej, że musi istnieć jakiś inny powód, który wymusza na włodarzach z takiego Nowego Miasta Lubawskiego, Lubawy, Kurzętnika czy Grodziczna wzięcie kredytu w tym samym czasie. Podobną bliskość wykazują bowiem także trzy inne gminy (Susz, Zalewo, Miłomłyn), a także Giżycko, Miłki i Wydminy. Albo więc w sąsiadujących ze sobą gminach nagle i w tym samym czasie zaczyna panować dziwna moda na kredycik (zschynchronizowana decyzja wójtów gmin), albo przyczyny są bardziej niezależne od jednostkowych działań realizowanych indywidualnie przez wójta danej gminy.

Fakt bliskości dużego ośrodka miejskiego jest w tym kontekście szczególnie interesujący. Gminy Jonkowo, Dywity, Barczewo, Purda i Stawiguda okalają geograficznie stolicę województwa. Może to sugerować, że gminy graniczące z Olsztynem poprzez wzięcie kredytu próbują jakoś „nadrabiać zaległości” do swojego bogatszego wujka zza płotu i realizują (indywidualnie lub komplementarnie) działania bardziej strategiczne, takie jak budowa infrastruktury drogowej lub inne inwestycyjne tematy szczególnie istotne na danym terenie. Rozsądnie byłoby więc zapytać: na co gminy przeznaczają te kredytowane im pieniądze?

Na co te kredyty? Strategie zamówień publicznych

Odpowiedź na to pytanie jest prostsza niż się wydaje. W połowie przypadków (14 gmin) są to bowiem kredyty przeznaczone na pokrycie wcześniej zaciągniętych zobowiązań. Gminy bowiem same, już nawet w tytule zamówienia publicznego, podają cel wzięcia kredytu. Najogólniejszą formułą jest w tym przypadku „zaciągnięcie kredytu w wysokości X zł na pokrycie planowanego deficytu budżetowego lub/i spłatę wcześniej zaciągniętych zobowiązań”. Pół biedy, gdy ktoś bierze kredyt. Gorzej, jeśli bierze kredyt na pokrycie kredytu poprzedniego – stąd już bowiem spirala leci wyłącznie w dół. W ostatnim półroczu z tego tytułu (wcześniej zaciągniętych zobowiązań) przetarg ogłosiły gminy Barczewo, Bartoszyce, Dywity, Janowo, Jedwabno, Jonkowo, Kętrzyn, Lubawa, Miłomłyn, Stawiguda, Szczytno, Wydminy i Zalewo.

Gminy stosują różne strategie i nomenklaturę przy ogłaszaniu zamówień publicznych związanych z kredytami. Czasem więc kredyt dotyczy jednej sprawy, lecz jest podzielony na dwa zamówienia


Niejednokrotnie chodzi też nie tylko o proste wzięcie kredytu, ale i jednocześnie obsługę bankową (gminy Gronowo Elbląskie i Miłakowo), w ramach której ma jej być udzielony kredyt. Po głębszym przyjrzeniu się okazuje się jednak, że „udzielenie kredytu” jest pierwszym lub drugim punktem warunku udzielenia zamówienia.


Zdarza się jednak i tak, że gmina zaciąga kredyt pod konkretną inwestycję (Lubomino). Ponadto, istnieją w warmińsko-mazurskim gminy, które decydują się ogłosić przetarg na restrukturyzację swojego zadłużenia.

Kto kredytów gminom udziela?

Oprócz samych kredybiorców istotna w tej całej układance jest także druga strona – kredytodawcy. Jak to tutaj wygląda? Większość zamówień z ostatniego półrocza została już zakończona: wykonawcy zamówień są wybrani, a pieniądze przyznane. Nie wszędzie jest to stuprocentowo jasne (strony BIP działają jak działają…), ale w blisko połowie przypadków gmin, które zdecydowały się na wzięcie kredytu (13 gmin) możliwe jest określenie kto przetarg na kredyt wygrał, których konkurentów pokonał i dlaczego itd.

Przyznam, że sprawdzając zwycięzców przetargów spodziewałem się jakichś interesujących kwiatków w postaci znacznego udziału niemieckich banków wśród wygrywających kredytodawców. Wszak skoro kapitał zza Odry opanował blisko 3/4 polskiego rynku medialnego, nie ma powodu sądzić, by nie chcieli siedzieć w portfelach polskich gmin. O ile więc przesadnym kosmopolityzmem wydaje się fakt, że polskie gminy ciągną jakiś tani dziadowski, niskokaloryczny węgiel z Białorusi czy innej, odległej Brazylii o tyle chętnie zapożyczają się już w polskich bankach. Ba, w bankach spółdzielczych i to przeważnie ze swojego regionu! Wśród kredytodawców są bowiem najczęściej Banki Spółdzielcze w Szczytnie, Reszlu, Iławie czy Pasłęku. Co znamienne zatem, tylko jeden bank, który w ostatnim półroczu wygrał przetarg o udzielenie kredytu gminie z warmińsko-mazurskiego można zaliczyć do banku typowo komercyjnego zagranicznego (ING Bank Śląski). Warto przy tej okazji wspomnieć o zainteresowaniu przetargami udzielania kredytu przez Getin Noble Bank, który brał udział w 10 przetargach ogłoszonych przez gminy z tego regionu. Najwyraźniej p. Ryszard Czarnecki, większościowy udziałowiec Getin Holding, do którego Noble Bank należy uznał, że udzielanie kredytu gminom to rozsądna lokata kapitału. Czas pokaże czy zagraniczne wykształcenie i doktorat z ekonomii po raz kolejny przyniosą p. Czarneckiemu powód do uśmiechu. Od 1986 roku raczej się w swoich finansowych decyzjach nie mylił, co dobrze wróży. Być może gminy spłacą kiedyś swoje zadłużenia i wyjdą na prostą. Na razie bowiem zamówienie publiczne o otworzenie lokaty bankowej w wysokości 3 mln zł złożyła tylko jedna gmina w regionie, Ryn.

Wypada tylko trzymać kciuki za resztę!

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: