Jedyna opcja

Może Ci się również spodoba

17 komentarzy

  1. darek napisał(a):

    Zaburzenia psychiczne tworzą się często latami, i pod wpływem więcej niż jednego czynnika. Może dane np. z przed 10 lat będą lepiej korelowały z dzisiejszym stanem psychicznym?

    • dychadziennie napisał(a):

      O, no odgrzebię jeszcze tego excela, spróbuję pogrupować jakoś. Dam znak, gdyby się szczególnie ciekawie zaczęło robić. Najlepiej byłoby w ogóle wrzucić szeregi wieloletnie i zrobić regresję, ale ja tu bloga se prowadzę, a nie w GUSie robię po godzinach 🙂 Choć sam fakt, że trudno wskazać jakiś czynnik (materialny, niematerialny, względne i bezwzględne wskaźniki dobrobytu/dobrostanu) jest niezłą zagwostką. Dzięki za sugestię!

  2. bagienny napisał(a):

    Ciekawe. Wydaje mi się, że brakuje Ci dużo danych pośrednich – te z którymi próbowałeś korelować to są skutkami a nie przyczynami. Chociażby liczba rozwodów, bierze się pod uwagę tylko sam wydarzenie, a całkowicie pomija przyczyny tego rozwodu – która może finalizować głębszy problem (uzależnienie, przemoc etc.)

    • dychadziennie napisał(a):

      Masz rację, poszukam jeszcze, bo też wiadomo, że korelacja pozorna itd. Większość wskaźników brałem z Diagnozy Czapińskiego, nie wszystkie też są agregowane do województw, ale używki (palenie, alkohol, narkotyki – brane oddzielnie i razem -wg województw) też sprawdzałem. Wskaźniki wiktymizacji (bycie ofiarą przemocy) podobnie. Chyba, że przemoc rodzinna.. W ogóle miałem napisać prosty tekścik o czymś zupełnie innym, ale zaskoczyły mnie statystyki, i problem się wydaje poważniejszy niż miałem początkowo pojęcie. Wyczytałem, że najbardziej narażone na zaburzenia są kobiety w dużych miastach – grupa szczególnego ryzyka. Tak w ramach ciekawostki, o ile tak można to traktować, gdy mowa o ludziach z krwi i kości.

  3. Adam napisał(a):

    co czwarty człowiek w naszym kraju cierpi na zaburzenie nerwicowe – to istna plaga. Winić można czynniki ogólnoświatowe, jak tempo życia, cyfryzacja, bombardowanie wiadomościami, agresywny marketing (jesteśmy permanentnie bodźcowani przez wszystkie media), jak i z naszego podwórka – niedoskonałe prawo nieskutecznie chroniące pracowników przed mobbingiem i innymi szkodliwymi działaniami pracodawcy, bycie “na dorobku”, czyli konieczność wkładania dużo większego wysiłku w pracę niż ludzie w krajach wysoko rozwiniętych. Statystyki mówią prawdę – spotykam co krok ludzi zaburzonych, sfrustrowanych, agresywnym i sfochowanych.

    • bagienny napisał(a):

      “winić można czynniki ogólnoświatowe” przypominam, że większość (rozkład narodzin) wychowała się w PRLu albo przynajmniej dorastała w tych czasach.

    • dychadziennie napisał(a):

      Tych sfochowanych z łupieżem i płaskim tyłkiem to w to nie mieszaj. To zwykły burak był! 😉
      “Niedoskonałe prawo nieskutecznie chroniące pracowników” – serio myślisz, że to jest dobry kierunek? Nie jestem anarcholem, ale wyobraź sobie: nie ma państwa, nie ma instytucji publicznych, jesteśmy my, Ty, ja, fochman z łupieżem, a normy i tak się między nami wykształcą (jakieś i prędzej czy później). Mówiąc w ogromnym skrócie: tylko szaleńców trzeba kontrolować, bo wyluzowani zbiją piątki i pójdą na piwko.
      Mogę Ci podesłać fragment pracy omawiającej przekonanie o “zbawczej roli” prawa, jak będziesz chciał. Może Cię zainteresować..

      • Adam napisał(a):

        a jednak myślę, że to dobry kierunek – skuteczne prawo, chroniące pracownika przed mobbingiem itd (nie mam tu na myśli legalizacji nieróbstwa!) takie, jak w U.S., GB, Francji czy Niemczech i na tym poziomie egzekwowalne, a nie bedące jak u nas niemal pustą literą (ciekawe jak statystycznie kształtuje się stosunek oddalonych przez sądy powództw o mobbing a podjętych spraw?). Kiedy w grę wchodzi zysk, ludzie zdolni sa do różnych działań, zbyt często kontrowersyjnych – że tak to eufemistycznie ujmę. Prawo to tylko jeden z bardzo wielu czynników mających wpływ na powstawanie zaburzeń psychicznych (presja, mobbing).

      • Adam napisał(a):

        “Źródłem zaburzeń niepsychotycznych są nierozwiązane nieuświadomione konflikty wewnętrzne, najczęściej pomiędzy dążeniami jednostki a jej możliwościami, potrzebami a obowiązkami, pragnieniami a normami społecznymi. Pojawiają się wtedy, kiedy wrażliwa i nieodporna na stresy osobowość poddawana jest presji sytuacji, a wymagającej od niej funkcjonowania sprzecznego z nieuświadomionymi tendencjami” – tyle definicja. Presja, tempo, przebodźcowanie – nie jesteśmy robotami i każdy z nas ma ograniczoną psychiczną wydolność. Żyjemy w niesamowitych czasach dynamicznego postepu i zmieniającej się rzeczywistości. To fascynujące. Jednak ponosimy też tego skutki uboczne. Co czwarty z nas. Myślę, że w innych krajach statystki będą podobne.

      • Adam napisał(a):

        Kuba tak, to prawda, wszystkie relacje międzyludzkie tworzą jakieś mikronormy i my w tym zaproponowanym przez Ciebie trójkącie (Ty, ja i fochman) na pewno dogadalibyśmy się jakoś, choć ja z burakiem to niechętnie raczej:) Ale, czy na pewno skala makro powinna być puszczona na żywioł? Nie jestem przekonany i przekonać będzie mnie trudno, choć wnikliwym socjologiem (komplement) nie jestem. Podeślij fragmenty, o których wspomniałeś, chętnie poczytam. Dzięki.
        Sorry, ale musiałem w trzech kawałkach, bo w całości komentarz nie wchodził.

        • Adam napisał(a):

          Trochę kulawo mi wyszło przedostatnie zdanie, choć intencja była inna. Jesteś wnikliwym socjologiem i to komplement dla Ciebie, bo ja tak wnikliwy nie jestem, a chciałbym:)

          • dychadziennie napisał(a):

            No nie wypada nie podziękować, ale… naprawdę nie czuję się specjalnie wnikliwy. I nie jest to kurtuazja, miałem dobrych nauczycieli – to z pewnością 😉

        • dychadziennie napisał(a):

          Nie jestem pryncypałem, nie traktuj proszę tego o normach nieformalnych jako reguły wystarczającej do stosowania w całym systemie. Sprawne i sprawnie egzekwowane prawo pewnie jest potrzebne, chciałem tylko zasugerować, że prawo w PL traktuje się szczególnie autotelicznie. To widać nawet w badaniach podłużnych Domańskiego o “Pana/Pani stosunek do prawa” i do “instytucji publicznych w ogóle”. Ciekawe, bo od lat najwyższym zaufaniem (nawet wśród młodych) cieszy się w Polsce właśnie Sąd Najwyższy (pomijam wpływ niedawnych burd o sądy, o których za rok a tym bardziej trzy nikt nie będzie pamiętał – jak sądzę) https://www.youtube.com/watch?v=v-mPfwW-aJk
          Żeby nie przedłużać, chodzi mi tylko o to, że bardzo częstą reakcją na dysfunkcję czegoś jest “zmieńmy prawo”, “egzekwujmy prawo” itd. Spytam retorycznie: to o prawo chodzi, czy o to, że ludzie nie chcą się do niego stosować? Żeby tylko podać jeden przykład: montowanie demokracji (w i tak najbardziej obiecującym w regionie) Iraku. Pewne rzeczy nie przyjmą się wszędzie. One size fits (not!) all solutions. “Lepiej zmieniać normy nieformalne czy prawo” to już (prawie) akademicka dyskusja, która z pewnością potrzebna, ale w której (wybacz) nie mam jednoznacznego zdania, bo się na tym nie znam 🙂
          PS. Za to wysłałem Ci tekst na maila 🙂

          • Adam napisał(a):

            Chodzi o to, że ludzie prawo łamią. I należy wtedy je od nich egzekwować. I o to, że czasem bywa ono niemal pustą literą, miast chronić. Dzięki za przesłanie:)

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: