Przejściowa sprawa

Ten Unimog to jest wojskowy model Mercedesa, przerobiłem go do podróżowania po powrocie z Afryki. Są samochody osobowe, terenowe, po terenowych już ciągnik, a dalej tylko spychacz; ten jest gdzieś między ciągnikiem a spychaczem, wszędzie wjedzie. W dwumetrowej wodzie go sprawdzałem niedawno i też dał sobie radę.

Właściwie każdy samochód da się przerobić na kampera. Kiedyś nie chcieli nas wpuścić do Maroka i musieliśmy zostawić swoje auta na parkingu celników, więc zabraliśmy z nich najpotrzebniejsze rzeczy i władowaliśmy wszystko do Kangoo. W parę godzin dało się tego żuczka też przystosować tak, że przejechał jeszcze dla nas kawał drogi jako kamper.

Wiadomo, że podróżowanie z plecakiem na stopa, albo komunikacją publiczną po jakiejś Ameryce Południowej ma swoje uroki – kontakt z ludźmi, brak dystansu miejscowych do ciebie i tak dalej. Ale nie jak masz wokół siebie kilkadziesiąt dzieciaków oglądających cię z każdej strony przez okrągłe sześć tygodni. Poza tym nie ma też co na siłę porównywać plecaka do kampera, bo kiedyś w Afryce puściłem Reksia na rzutniku i trzy wioski się zleciały, żeby oglądać. Dzieci podbiegały do rzutnika, dotykały ekranu i dziwiły się, że piesek nie ucieka – takich rzeczy bym nie zrobił mając ze sobą plecak.

Zresztą, ja sam też nie jestem zwolennikiem kampera tylko; każdy sposób ma swoje plusy i minusy, bo otwiera ci inne możliwości, z kolei teraz w Polsce w podróżowaniu po świecie panuje taka moda na hardkor, jak na Festiwalu Kolosy – kto najszybciej na jednej nodze tyłem na Mount Everest. Wszystko fajnie, ale na mnie większe wrażenie zrobiłoby, gdyby koleś – mechanik na etacie – wyszedł i pokazał jak z rzeczy z Castoramy za 2 tys. złotych urządził swój samochód i zwiedził pół Europy. A takich ludzi jest mnóstwo, w Niemczech są zloty podróżujących kamperami po świecie: 20 euro za bilet i w tym masz jeszcze koszulkę; u nas czegoś takiego nie ma.

Więc to kwestia podejścia jak bardzo ktoś chce się popisać. Ja na swoim Unimogu też sprawdzam różne patenty na stoliki, kuchenki, całą aranżację wszystkiego w środku i niedługo ruszam z własną firmą – będziemy produkować łódki do spania i kampery, ale też zdaję sobie sprawę, że ten Unimog to nie jest docelowa historia. A jak nie wyjdzie to się zajmę czymś innym. W każdej chwili można też zachorować, albo i umrzeć. Umrę i co, stanie się coś? Życie to przejściowa sprawa.

Może Ci się również spodoba

6 komentarzy

  1. fraglesi napisał(a):

    Miałem kampera, już nie mam, epoka miniona chlip chlip….
    http://fraglesi.eu/category/kamper-zolwik/

  2. vadimpacajev napisał(a):

    Co prawda nie mechanik na etacie, ino prawe bezrobotny dziennikarz bez etatu i nie z castoramy a z Leroya ale reszta się zgadza 🙂 Zapraszam: http://vadimpacajev.com/category/camper/budujemy-campera/

    • dychadziennie napisał(a):

      No proszę, zajebiście. Trzymam kciuki! 😉 A w tym roku jeszcze zamierzasz jechać gdzieś tą Incą?

      • kamilltee napisał(a):

        Vadim jest ojcem chrzestnym naszej grupy na fb: „jarają nas kampery 4×4” … zapraszamy, zbieramy takich pozytywnych gości 🙂

        • dychadziennie napisał(a):

          Ja w całej historii o kamperach jestem poziom prapoczątkujący (Unimog jest kogoś innego), ale chętnie dołączę. Może i sam się kiedyś dorobię swojego jeżdżącego domu… Dzięki! 😉

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: