Szklanka: do połowy pusta czy pełna? Artykuły Gazety Olsztyńskiej

Treść listu do Gazety Olsztyńskiej, wysłanego 28.04.2017. Mam nadzieję, że nie zepsuję im zbytnio majówki. Pogoda i tak się słaba zapowiada

Szanowni Państwo

Zamiast wstępu

Badania prof. Anny Gizy z 2013 przeprowadzone nad zawartością polskich programów telewizyjnych (TVP1, TVP2, Polsat, TVN…) wskazują, że:
– pokazywane wydarzenia dzieją się najczęściej w dużym mieście (40% programów)
– sceneria wiejska pojawia się w 18% programów (gminy wiejskie zajmują ponad 90% terytorium kraju)
– miejscem akcji jest najczęściej biuro i nowoczesne przestrzenie przemysłowo-usługowe (51%) i studio TV (43%).

Ponadto, badania prof. Gizy pokazały, że:
– TVP1 i TVP2 prezentują najczęściej rodzinę wielopokoleniową (46%)
– w Polsacie dominuje rodzina nuklearna (54%)
– TVN prezentuje głównie rodziny niepełne lub w kryzysie (52%).

We wszystkich stacjach TV to mężczyzna jest przedstawiany jako głowa rodziny (67% w TVN, 79% w TVP1).

Dlaczego ten list?

Przeciętny odbiorca przekazów medialnych nie zdaje sobie sprawy z powyższych liczb. Po pierwsze dlatego, że nikt nie bierze przed telewizor kalkulatora. Po drugie dlatego, że odbiór treści odbywa się zbiorczo, a więc w sposób, który nie identyfikuje na którym programie i w jaki sposób przedstawiany jest ‚ojciec polskiej rodziny’, ‚problemy komunikacyjne’ lub cokolwiek innego.

Niezależnie od tego, poszczególni nadawcy przedstawiają świat w sposób, który uprawnia do mówienia o istotnych statystycznie tendencjach. W konsekwencji kreowany przekaz wpływa na postawy jego odbiorców, kształuje tzw. świadomość kolektywną. W skrócie, zawartość komunikatu masowego wpływa na zespół powszechnie wyrażanych przekonań, wyobrażeń i norm obowiązujących i podzielanych przez społeczeństwo.

Artykuły Gazety Olsztyńskiej

Od kilku miesięcy obserwuję Państwa profil na Facebooku, głównie w celach informacyjnych. Chcę wiedzieć, co dzieje się w mieście, w którym mieszkam, a Gazetę Olsztyńską i portal wm.pl uważam za wiarygodne źródła takich informacji. Kolejne posty publikowane na profilu Gaz. Olsztyńskiej, wraz z treścią samych artykułów, coraz bardziej skłaniały mnie do przypuszczenia, że przedstawiany w nich obraz świata jest raczej negatywny niż pozytywny. Postanowiłem przejrzeć wszystkie posty z kwietnia 2017 r., które ukazały się na facebookowym profilu Gazety i odnosiły do artykułów samej Gazety Olsztyńskiej lub portalu wm.pl. Moje pytanie brzmiało: Jaki obraz świata (pozytywny/negatywny/neutralny) kreuje Gazeta Olsztyńska na swoim profilu facebookowym?

Nie miałem ambicji przeprowadzania profesjonalnej analizy ze sztywno i surowo określonymi kryteriami, dlatego w określaniu nacechowania wykorzystałem popularną w badaniach społecznych metodę eksploracyjną, w której czynniki są początkowo nieznane i zostają wyodrębnione dzięki samej analizie. Mówiąc wprost, posty, które zawierały słowa „śmiertelny”, „podejrzany”, „kara”, „tragedia”, „ostrzeżenie”, „problem”, „stracił”, „śmierć”, „wypadek” zostały przeze mnie określone jako ‚negatywne’. Z kolei posty zawierające słowa w rodzaju „nagroda”, „gratulacje”, „super”, „bezpieczny” czy „wymarzony”, a więc budzące pozytywne skojarzenia, klasyfikowałem jako ‚pozytywne’.
Pobieżna analiza pierwszych 60 postów (licząc od 25 kwietnia i przesuwając się „w dół strony”) wskazała następujące tendencje:

Wśród 60 postów znalazło się więc:

– 27 negatywnych
– 7 pozytywnych (+2 sponsorowane)
– 24 neutralne

Ponadto, sprawdziłem zawartość samych artykułów, do których odnosiły posty publikowane na facebookowym profilu Gazety Olsztyńskiej. W okresie 1.04-25.04 na profilu opublikowano 190 artykułów, odnoszących do strony samej Gazety lub do portalu wm.pl. Tym razem moim celem było sprawdzenie, które słowa najczęściej pojawiają się w artykułach. Wykorzystałem prostą analizę skupień lub, jeśli ktoś woli nomenklaturę metodologiczną, analizę częstotliwością słów. Graficzna wersja otrzymana przez proste policzenie słów prezentuje się następująco:

Omówienie wyników

Tego rodzaju prosta leksykalna arytmetyka nie uwzględnia oczywiście kontekstu, w jakim słowa występują. Niemniej jednak, słowa konotują, przywodzą na myśl określone skojarzenia i kształtują ogólny wydźwięk artykułu. Biorąc zatem pod uwagę nakład Gazety Olsztyńskiej, zasięg jej profilu facebookowego, można powiedzieć, że liczba słów pomnożona przez liczbę czytelników artykułów Gazety i portalu wm.pl daje efekt o znaczeniu, którego konsekwencje ciężko przecenić. Dla zobrazowania, tysiące ludzi przed monitorami i z gazetą w ręku czyta dziennie nieprawdopodobną liczbę słów w rodzaju „nie” (negatywna konotacja), „jeszcze” (oczekiwanie, niecierpliwość), „już” (satysfakcja, tempo), „jednak”/”może” (wątpliwość, ambiwalencja) itd.

Treść przekazu z taką częstotliwością słów działa zresztą w obie strony. Tak się bowiem składa, że Gazeta Olsztyńska ma akurat wakat na stanowisku dziennikarz. Biorąc pod uwagę powyższy obrazek, najlepiej gdyby kandydat na stanowisko był niezdecydowanym („jednak”, „może”) i niecierpliwym („już”) pesymistą („nie”, „tylko”) żyjącym projekcjami („było”, „będzie”, „będą”) na temat rynku pracy („praca”, „pracę”, pracodawca”) i problemów komunikacyjnych („ulica”, „kierowców”, „ruchu”, „drogi”) w Olsztynie. Zatem analiza częstotliwościowa słów to nie proste liczenie słówek.

Niektórym może się to wydać oczywiste, że „centrum” występuje dużo częściej niż inne rejony lub dzielnice miasta. Albo że jego „prezydent” (lub nazwisko) pojawia się w artykułach dużo częściej niż np. „radny”. Przekładając jednak tę obserwację na wieczorne wiadomości, powinny się tam pojawiać przede wszystkim relacje z Warszawy, a najczęściej cytowaną osobą powinna być Pani Premier. Niemniej, „Warmia” pojawia się nieporównanie więcej razy (21 wystąpień) niż takie, nie przymierzając, okoliczne Butryny czy Olsztynek, co świadczy pewnie (i pewnie słusznie) o regionalnych ambicjach Gazety.

Jednak nieoczywiste jest już np. to, że „ulica” występuje dużo częściej niż np. „las” lub „park”. Słowo „Mieszkańców” pojawia się równie często, co „kierowców” (po 23 wystąpienia). Dla porównania, o „pieszych” wspomina się 7 razy, „rowerzyści”, „rower”, „rowerowe” – 9. Lista wystąpień tych słów jest jednak mało reprezentatywna, gdy porówna się liczbę pieszych, liczbę rowerzystów i liczbę kierowców samochodów „mieszkających” w Olsztynie. Wartość wskaźnika feminizacji dla Olsztyna również nie uprawnia do tego, żeby mówić głównie o mężczyznach. W 2014 r. w Olsztynie mieszkało 52,3% kobiet, 47,7% mężczyzn. Mimo to, w artykułach słowo „jego” występuje dużo częściej niż „jej”.

W zestawieniu „Jezus” też pojawia się dość często, ale to pewnie zasługa przypadającej w kwietniu Wielkanocy.

Jak by nie było, wśród często używanych słów pojawiają się też „można”, „nas”, „warto”, co kompensuje nieznacznie ogólny, negatywny, wybiórczy i seksistowski wydźwięk przekazu, a co za tym idzie – obrazu świata, proponowanego przez profil Gazety Olsztyńskiej.

Jak to jest w innych częściach świata – podsumowanie

Powyższe, proste wyniki uzyskane w takiej amatorskiej kwerendzie medialnej, dają się pewnie wytłumaczyć modelem biznesowym Gazety i spółki WM. Brutalizacja mediów dziś sprzedaje się najlepiej. Można to pewnie także tłumaczyć w jakiś sposób charakterem narodowym łaknącym krwawych historii, tragedii i budowania tożsamości na krzywdzie i problemach. Tłumaczenia tego rodzaju zawierają jednak – w mojej opinii – pozytywną stronę. Skoro treść przekazu wynika, także, z charakteru narodowego, ze swej natury plastycznego i podlegającego zmianom, być może istnieje szansa na lepienie go w taki sposób, aby równać w górę zamiast w dół. Mówiąc kolokwialnie, szklanka może być do połowy pusta lub pełna – zależnie od punktu widzenia. Badania nad różnicami między norweskimi i polskimi mediami w przekazywaniu informacji o tragedii odpowiednio Breivika i Smoleńska pokazują ponadto, że masakrę na wyspie Utoya można niemal kompletnie zignorować (nieprawdopodobnie niska l. artykułów o Breiviku) lub epatować tragedią bez końca (nieprawdopodobnie wysoka l. artykułów o Smoleńsku, trwająca do dziś). Można więc, mówiąc o niej – skupiać się na poczuciu jedności, akcentować konieczność refleksji, identyfikować przekaz w obszarach „spokoju”, „tożsamości”, „więzi” lub budować przekaz na „podziale”, „aferze” i „konflikcie”. Badania prof. Wojciecha Nowiaka z poznańskiego UAM dobitnie to pokazują.

Być może wyniki dają się poniekąd wyjaśnić tematyką poruszaną przez Gazetę i portal wm.pl. Wszak koncentracja na problemach komunikacji, samochodach w mieście nie skłania do relacjonowania sytuacji w optymistyczny sposób. Mechanizm samonapędzającej się spirali negatywnego tonu przekazu medialnego nie jest już jednak tak oczywisty, gdy spojrzy się na kwestię nacechowania artykułów badaną w innych krajach. Zmiany klimatu, charakteryzujące się coraz dłuższymi okresami ciepłymi, częściej występującymi suszami, zwiększeniem częstotliwości katastrof naturalnych zdają się oczywiste i niepodlegające dyskusji. Wydawać by się więc mogło, że ich relacjonowanie w mediach, zwłaszcza tych zlokalizowanych w tym samym kraju, w miastach o podobnym położeniu geograficznym i bardzo podobnej historii, powinno się odbywać jeśli nie identycznie to przynajmniej bardzo podobnie. Badania nad sposobami ‚pisania o’ zmianach klimatu przez prasę z Lubeki i Rostoku – dwóch miast położonych bezpośrednio nad Morzem Bałtyckim – przeprowadzone w okresie 2003-2010, pokazały coś przeciwnego. Rostocka prasa widzi zmiany klimatu jako szansę: dłuższe okresy lepszej pogody będą sprzyjały rozwojowi turystyki, co pośrednio pomoże zmagać się z wysokim bezrobociem i problemami na rynku pracy. Z kolei prasa z Lubeki, położonej 100 km od Rostoku, widzi już zmiany klimatu w charakterze zagrożenia, przyszłych potencjalnych kataklizmów i ogólnej, dalszej destabilizacji już i tak niepewnej sytuacji na rynku pracy. Dokładniejsze wnioski z badań są zawarte w ogólnodostępnej publikacji naukowej prof. Christmann i jej niemieckich koleżanek pt. Local Constructions of Vulnerability and Resilience in the Context of Climate Change. A Comparison of Lübeck and Rostock.

Obraz świata przedstawiany w prasie nie jest oddzielny wobec codzienności jego odbiorców. Pokazuje to przykład dziennika Toronto Star, który postanowił poddać próbie ludzką uczciwość. Dziennikarze gazety rozrzucili po mieście zgubione rzekomo portfele, chcą sprawdzić, jaki odsetek mieszkańców Toronto zwróci portfele ich właścicielom/właścicielkom. Równolegle zadali innej grupie mieszkańców Toronto pytanie „Jak myślisz, czy osoba, która znajdzie portfel zwróci go właścicielowi/właścicielce?” Mieszkańcy dowiedli, że są godni zaufania w stopniu znacznie większym niż ktokolwiek mógł sobie wyobrazić. Mimo że odpowiedzi wskazały, że tylko mniej więcej co czwarty nieznajomy byłby gotów oddać portfel, w ramach eksperymentu Toronto Star zwróconych zostało ponad osiemdziesiąt procent portfeli. Jak sami napisali: nasi współobywatele gotowi są zwracać portfele i pomagać nieznajomym znacznie częściej niż w większości wydaje. O wiele rzadziej natomiast skłonni są nas okradać, oszukiwać, napastować czy zabijać.

Po uzyskaniu tych wyników, kanadyjska gazeta znacznie zmieniła nacechowanie swoich artykułów.

Czego Państwu i sobie życzę.

Z poważaniem

Może Ci się również spodoba

25 komentarzy

  1. IL napisał(a):

    za, tylko w inny sposob.” – czy mógłby Pan/Pani to rozwinąć? Jak
    ——————————————————————————————
    Olbrzymia wiekszosc immigrantow jest w Szwecji nielegalni-tzn nie dopelnila obowiazkow rejstracj, identyfikacji, itp.Powiedzmy 200 000 Natomiast dyskusje
    miedzy partyjne dotycza tzw. kvotfltktningar. Tzn. uciekinierow, ktorych Szwecja zobowiazal sie przyjac, na podstawie umow miedzynarodowych. I, zaluzmy ze umowy dotycza 2000 osob. Partia przeciwna temu, postuluje zmniejszenie do 1600.W mediach jest to przedstawiane, ze np. Ny Demokratii chce wyrzucic 1/4 uciekinierow. Pozostale 200000 nie ma jak wyrzucic, nie ma jak zlapac, a poza tym nie ma przyzwolenia spolecznego. Tak wiec, dysputy na temat polityki immigracyjnej w Szwecji sa calkowicie chybione-nie na temat.
    IL:

    • dychadziennie napisał(a):

      Już rozumiem. Dziękuję za wyjaśnienie!

    • dychadziennie napisał(a):

      Przyszedł mi do głowy, analogiczny w wielu kwestiach, casus polski: imigranci ze wschodu. Od kilkunastu lat obserwuje się w Polsce niejaki przypływ mniejszości z terenów Czeczenii, Gruzji, Ukrainy. Szacuje się jednak, że od wybuchu konfliktu na Ukrainie do Polski przyjechało około milion ludzi. Milion (sic!), który bardziej jest widoczny na terenach np. Warmii i Mazur niż w takiej Wielkopolsce (mówię z własnych obserwacji). Abstrahując tutaj nawet od rozkładu geograficznego przybyłych, tej znacznej nawet jak na polskie realia masy osób, sam fenomen ich imigracji do Polski został niemal kompletnie niezauważony przez polityków, media, przedstawicieli społeczności lokalnych/władz samorządowych itd. Nawet wśród socjologów krąży opinia, że „tacy z nas znawcy, a przeoczyliśmy taki niesamowicie interesujący moment”. Natomiast przy okazji europejskiego kryzysu migracyjnego podniesiona została kwestia przyjęcia (najpierw jakichkolwiek, potem chrześcijańskich) imigrantów. Brano pod uwagę kilka tysięcy osób (podobne proporcje jak w Szwecji). Podsumowując, sprawę ukraińskiej imigracji zignorowano, sprawę uchodźców – wałkowano w mediach tygodniami.

      • IL napisał(a):

        Poitycy, „dzialacze” (to zakamuflowani politycy -robotnicy wdrazajacy odgorne decyzje) sa roznie zdolni, i roznie charyzmatyczni. Korzystaja jednak z tych samych podrecznikow. Trudno , bu dwaj nauczyciele polskiego, z roznych krancow Polski mieli odmienne zdanie na temat ortografii,
        Przyczyn nie znam, ale ze metodologia podobna, mnie nie dziwi.
        IL.

      • IL napisał(a):

        NIe wiem, jaki masz wiadomosci na temat immig. Chrzescijanskich vs muslimskich. Obok mnie mieszka kilku „chrzescijanskich”. Raczej wyksztalconych, i zamoznych, gdyz nabyli swe mieszkania na wlasnosc.
        Nie rozni sie ich interakcja z zastana populacja od immig.musl.
        Sa to bowiem Arabowie, Berberzy, ktorych kultura odcisnela swe pietno przez tysiace lat. Religia ma pewien wplyw, zwlaszcza jednoczacy grupe, jest jednak jedynie cienka politura,a masywnym drewnie,
        IL.
        Ps. Jestem mezczyzna ponad 60 lat, od 40 w SE, jednak uwazam ze na blogach, forach dysk. stosowanie tytulow Pan, Pani, Dr, czy inne jest bezprzedmiotowe. Zwlaszcza jesli nic nie wnosi. Mozna mnie smialo tykac. Nic mi nie bedzie. I oczekuje tego samego.

        • dychadziennie napisał(a):

          jest jednak jedynie cienka politura,a masywnym drewnie – świetne porównanie! Co do imigrantów, też jestem zdania, że etykietki buddysta, baptysta, Żyd czy Arab są równie produktywne jak nazywanie kogoś „socjalistą”. Może to na wyrost, ale wydaje mi się, że etykietowanie to pozostałość psychologii przetrwania, która wymuszała na człowieku szybką ocenę sytuacji. Polecam przy okazji bardzo interesującą „teorię domknięcia kognitywnego”: https://magivanga.wordpress.com/2016/12/10/teoria-domkniecia-kognitywnego-tlumaczy-popularnosc-ekstremizmow-politycznych/ Trochę to tłumaczy

          • IL napisał(a):

            etykietki buddysta, baptysta, Żyd czy Arab są równie
            ———————————————————
            O ile buddysta , czy baptysta to w nowoczesnym, zachodnioeuropejskim kontexcie jest jedynie okresleniem prywatnego zainteresowania (religia jako hobby!), o tyle Zyd czy Arab odnosi sie do wielowiekowego bagazu jaki ta osoba ze soba niesie.
            Znalem Szweda (pracowalem z nim) ktory sprobowal wszystkich chyba religii Swiata. . Byl kolejno protestantem, katolikiem , buddysta, wyznawal jakies wierzenia afrykanskie, Interesowal sie judaizmem,i muzulmanizmem tez. Tych dwoch ostatnich , byl wyznawca nieformalnym, bo zostac zydem nie jest latwo, a muzulmaninem ryzykownie.
            To jednak jest inna rzecz byc Zydem ,czy Arabem.. To raczej narodowosc, czesto obudowana mistycyzmem (religia). Lecz to nie religia robi z zyda zyda…
            IL.

          • IL napisał(a):

            ydaje mi się, że etykietowanie to po
            —————————————————
            W tych konkretnych przypadkach(immigracja) etykietkowanie wydaje mi sie proba nadania slowom innych znaczen Vide moj wczesniejszy wpis. Tak wiec,:
            -Przyjmijmy imigrantow, ale tylko chrzescijan.Oni sa przeciez tacy jak my…
            Lub:
            -Polityk X to nie Zyd, tylko Polak zydowskiego pochodzenia, zreszta ochrzczony…

            Z czego mamy domyslnie wnosic, ze obie te grupy sa mniej wiecej tacy jak Polacy. Ze swe lojalnosci i obowiazki maja w gruncie rzeczy tozsame podstawy.
            IL.

  2. IL napisał(a):

    Trzeba sobie zdac sprawe, ze po wieloletnich,masywnych zabiegach indoktrynacj pewne okreslenia na platformie moralnej zmienily sens, znaczenie.
    Dawniej inwektywa bylo stwierdzenie:
    ty prostytutko,pedale,zlodzieju, zebraku,nierobie, i wiele innych.
    Dzis oznaczaja w niegrzeczny sposob „inna orientacje” „sposob zycia”, itp
    Obraza ktora zas potrafi wywolac lzy u dzieci szkolnych, (zdarzylo sie to w szkole mojego 10-letniego synka) sa slowa:
    -Ty jestes rasista.Homofobem. Nacjonalista. Fanatycznym katolikiem.Masz fobie przeciw innosci…
    Tak wiec, pytania te same, ale prawidlowe odpowiedzi raczej inne…
    IL.

    • dychadziennie napisał(a):

      Ciekawa transgresja w stronę ideologizacji. Głupek jest odpornym na dobrodziejstwa socjalizmu konserwatystą, leń – protekcjonistą, a prostytutka – liberalną feministką. Słowa, słowa, słowa…

  3. IL napisał(a):

    ) Norwegowie nie szukają prostych sensacji, a Polacy szukają? Pytam, bo według mnie: a) popyt jest jednym z elementów
    ——————————————————–
    zadnych roznic w percepcji miedzy Pl i NO nie analizuje. Pewnie jakies sa, ale ich nie dotykam.
    —————————
    Takie zdarzenia (Kaczynski, Breivik) wpisuja sie w „inzynierje soc-antropologiczna i jako takie, nie moga byc pozostwione jedynie „silom rynkowym”.Do tego tzw.”wladze” dopuscic nie moga, gdyz by to zaklocalo ich propagande.
    IL.

  4. IL napisał(a):

    jak mama Madzi, zmarły chłopa
    ———————————————-
    To, co innego. Madzia to pospolita zbrodnia, dajaca sie analizowac w terminach socjologicznych i antropologicznych.
    Breivik to ideowiec, podobny do Theodora Kaczynskiego. Ofiary rowniez wybral ideowo. Kaczynski przedstwicieli cywilizaji technicznej, a Breivik narybek aktywistow socjalistycznych. Czlonkow czegos takiego jak w PRL-u byl ZMS.
    IL.

    • dychadziennie napisał(a):

      Pospolitość nie ulega wątpliwości, pełna zgoda. Niemniej, wyobrażając sobie siebie w roli dziennikarza (załóżmy, że nim jestem), wolałbym mieć na tapecie Breivików i Kaczynskich co drugi miesiąc. Jakiż to by był fascynujący materiał na wszelkie dywagacje! Okazuje się jednak, że w Polsce można miesiącami bić pianę o nieistotną dla kraju sprawę i to jedynie chciałem zasugerować w tekście: efektowność materiałów budowaną na banałach i/lub tragediach.

      • IL napisał(a):

        Aaa! To co innego. Ale tu idzie o to, ze (glownie czytelnicy tabloidow) oczekuja prostych sensacji. Jesli zas opiszemy jakies zdarzenie w dwoch zdaniach, ktore zawieraja i koniunkcje i altenratywe wiekszosc czytelnikow straci zainteresowanie. Nie dlatego, ze nie maja pojemnosci umyslowej by to sobie przyswoic. Lecz dlatego ,ze dramatyzm zaczyna przechodzic w analize-a oni nie tego szukaja.
        IL.

        • dychadziennie napisał(a):

          Czy dobrze rozumiem, że: a) zawartość artykułów prasowych wynika głównie i przede wszystkim, z potrzeb ich czytelników? b) Norwegowie nie szukają prostych sensacji, a Polacy szukają? Pytam, bo według mnie: a) popyt jest jednym z elementów układanki pt: zawartość artykułów prasowych; b) charakter narodowy (predyspozycje do określonych zachowań, system aksjonormatywny, tradycja itd.) jest tworem sui generis.

      • IL napisał(a):

        Supplement
        Zreszta, w przypadku Breivka (przynajmniej w Skandynawii) predko wyciszono. Skometowno:
        -Chory szaleniec, z ciezkim dziecinstwem i utopijnymi ideami.
        Cos jak wojownik islamski oczekujacy 99-ciu dziewic po smierci.
        IL.

        • dychadziennie napisał(a):

          Nie mam kompetencji językowych, żeby ocenić czy sprawę Breivika wyciszono, więc nie sprawdzałem artykułów o nim w prasie norweskiej. Bazuję na opinii prof. Nowiaka i paru innych porównawczych studiach przypadku.
          Co do zrobienia z niego wariata, z perspektywy zarządzających kryzysem wariant brawurowo skuteczny (analogia z Kaczynskim). Choć i tak pewnie jego książka zrobi furorę w określonych środowiskach.

          • IL napisał(a):

            ego książka zrobi furorę w określonych środowiskach.
            ———————————-
            Ale jedynie w niszowych, nie majacych wplywu na nic.
            Jako osoba mieszkajaca w Szwecji 40 juz lat, moge potwierdzic, ze ci ludziew swej masie wierza w idee multikulturalizmu oraz integracji obcych kultur w swojej. Choc te dwie rzeczy sa przeciez ze soba sprzeczne-albo sie cos integruje, i rozplywa albo egzystuje obok siebie wiele roznych.Pogodzic tych dwoch ideologii nie mozna. Jednak osenstacyjnie raz farbuja i onduluja wlosy na sposob afrykanski, a raz przebieraja Arabow w swoje stroje ludowe.Punktem centralnym jest jednak nie zewnetrzna demonstracja, a to ze ci ludzie w to wierza.
            IL.

            • dychadziennie napisał(a):

              Fascynujące. Czy dobrze rozumiem, że… szwedzcy konserwatyści („fani” Breivika) podzielają idee multikulturalizmu w wersji „przyjeżdżajcie, jesteśmy tolerancyjni, zsocjalizujemy Was (i Wasze wartości) w swoich”? Na tej zasadzie?

              • IL napisał(a):

                szwedzcy konserwatyści („fani” Breivika)
                ————————–
                NIe ma czegos takiego. Szwedzki konserwatysta oznacza cos innego.
                „fanow” Breivika praktycznie nie ma. Co mozna wyjasnic, ze swym czynem(B) skompromitowal te niewielkie i slabe ruchy nacjonalistyczne. Odzegnywali sie od niego dzien i noc.
                Nawt te partie polityczne, ktore formalnie sa przeciw naplywowi pozaeuropejskich imigrantow,
                sa praktycznie za, tylko w inny sposob.
                Tak wiec, by postawic sprawe jasno-spoleczenstwo szwedzkie jest za samobojstwem, dyskutuje jedynie w jaki sposob je popelnic.
                IL.

                • dychadziennie napisał(a):

                  „Nawt te partie polityczne, ktore formalnie sa przeciw naplywowi pozaeuropejskich imigrantow, sa praktycznie za, tylko w inny sposob.” – czy mógłby Pan/Pani to rozwinąć? Jakiś przykład podać… Czy praktyka w tym przypadku oznacza przyzwolenie na fasadową fascynację (kolorowe włosy, karnawalizacja poprzez przebieranie przyjezdnych w swoje stroje ludowe)?

              • IL napisał(a):

                Jest ironia losu, ze katastroficzne wizje Breivika ziscily sie nie w ciagu kilkudziesieciu lat, jak on to widzial, lecz kilku lat. Jest to dodatkowy powod, by go wyciszac.
                IL.

  5. IL napisał(a):

    masakrę na wyspie Utoya można niemal kompletnie zignorować
    —————————————————————————————
    Masakra na Utöya jest wyczerpujaco wyjasniona. Osoby w nia zamieszane, lacznie ze sprawca nie byly w zaden sposob istotne ani dla Norwegii ,ani Swiata.
    Inaczej jest ze Smolenskiem.
    IL.

    • dychadziennie napisał(a):

      Nie były tak samo istotne jak mama Madzi, zmarły chłopak we wrocławskim komisariacie lub pijani kierowcy, których odsetek znikomy, a reprezentacja w mediach fenomenalna.

    • dychadziennie napisał(a):

      Choć rzeczywiście trop z „rozwiązywalnością”/”wyjaśnialnością” danej kwestii interesujący. Dzięki za niego!

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: