Budownictwo rekreacyjne

Zapowiada się pierwszy taki ciepły weekend w roku. Wypadałoby, żeby otworzyć wreszcie sezon na domku. Kiedyś włączali wodę już na początku kwietnia, z uporem grabili, z entuzjazmem wieszali uprane zasłony, witali serdecznym hej dzień dobry z sąsiadami. Do miasta wracali w niedzielę późnym popołudniem, z zapachem palonych liści na roboczych ubraniach.

Od kilku lat weekendy zrobiły się jakoś krótsze. Syn dorósł, tematy z sąsiadami spowszedniały, ręce zaczęły cierpnąć od pracy już koło 13. Przyszedł czas, żeby przypomnieć sobie swoje zainteresowania.

On weźmie nad jezioro krótszy spinning, ona psa Popusia. On trochę porzuca z molo, porówna jak bierze szczupak teraz i jak to brał kiedyś. Ona popodgląda skalniaki u innych, zadzwoni do koleżanki, że z Tadeuszem mają wspaniałą pogodę, spróbuje jeszcze raz do syna, żeby zapytać kiedy przyjedzie z Gdańska.

Razem wchodzą na molo, on z wędką dumnie z przodu, fallicznie; w fotochromatycznych okularach, które od wyrobienia się poprawiać musi na nosie. Ona niespiesznie z tyłu, zajęta mikropieskiem i fakturą luźnego szalu. Szybko następuje sprawne odbezpieczenie haczyka, błysk blaszki i daleki plusk – jest energiczny, pewny siebie. Komunikują też o tym obcisłe czarne wranglery i zamsz na skrojonych w kowbojskie garniturowych butach. Sam zamach wędki mówi, że przyjeżdża tu od lat, nie dopuszcza do siebie myśli, że ktoś też mógłby tutaj tak długo.

On stąd z Jadwinią tyle ma wspomnień, ugoszczonych szwagrów, butelek whisky uatrakcyjnianych grillowanym pstrągiem, który bywało i tak, że przygotowany przez Jadwinię przegryzał się już od środy. Była zadowolona, że wszystkim tak smakuje, że wypoczęli, że koniecznie następnym razem musimy my do was.

Teraz strofuje Popusia, żeby za bardzo nie podchodził do brzegu mola, jeszcze raz poprawia szal, mówi polującemu Tadeuszowi, że na wtorek to już koniecznie musi ten elegancki sweter; trzeba okazać szacunek.

Po siedemnastym błysku blaszki Tadeusz rezygnuje z dalszych prób. Pod nosem burczy o regularnym wyrybianiu jeziora. Powoli wracają na brzeg, oddzwania syn, Jadwinia cieszy się na wiadomość. Kupił działkę w lasku pod Gdańskiem. Mała, ale będzie stawiał domek. Pojadą go z Tadeuszem odwiedzić. Może nawet pomogą przy grabieniu, jeśli będzie potrzebował.

Może Ci się również spodoba

4 komentarze

  1. Hanna Ogonowska napisał(a):

    Smutne…..ale prawdziwe

    • dychadziennie napisał(a):

      Swoją drogą, pytanie do czytających: czy ktoś orientuje się czy istnieje książka (reportaż) o Polakach w średnim wieku? Będę wdzięczny za tropy lub wskazówki.

  2. BabaJoga napisał(a):

    Ach, życie i jego zamknięta w kręgi powtarzalność.
    A gdyby tak sprzedać to wszystko, wybrac se w podroz w takim „jucyusa” i miec nowych wspomnień na najbliższe 20 lat ? 🙂

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: