Dla kogo ścieżki? 13 km i 8 rowerzystów

O 15:00 wsiadam na rower i jadę do miasta załatwić kilka spraw. Po dwóch kilometrach mijam starannie usprzętowionego rowerzystę (wszystko termo- i fibro- jakieś), który macha do mnie ręką, pozdrawia słowem „cześć”. Na szlaku jakimś jesteśmy, czy co? – gadam do siebie w myślach i jadę dalej. Na ścieżce rowerowej wyprzedzam dwie pchające wózek kobiety. -Też jesteśmy pojazdem – komentują swoją zawrotną prędkość, tak jakby żartując trochę z dzieckiem, a tak jakby tłumacząc się trochę przede mną. Po 5 km podjeżdżam do celu i kilka minut podpinam rower do stojaka, który najbardziej funkcjonalny był chyba na wizualizacji projektanta Galerii Warmińskiej.

Załatwiam swoje i jadę dalej po drodze mijając jeszcze 4 rowerzystów. Przez całą drogę do centrum (ponad 6,5 km) ani razu nie zjeżdżam ze ścieżki rowerowej; jest znakomita: świetnie oznaczona, ze starannie wyprofilowanymi zjazdami i podjazdami, które nawet nie wymuszają podbijania przedniego koła. W drodze powrotnej, około g. 18:00, spotykam troje rowerzystów – dwie dziewczyny na zjazdowych rowerach i Pana prowadzącego szosówkę (także po ścieżce rowerowej), przez którego prawie wpadam w barierki. -Kapcia złapałem, a samochód mi padł tydzień temu – zbiera mu się na zwierzenia i prowadzi rower dalej, nie rozumiejąc sugestii, że bardziej odpowiedni do tego byłby chodnik.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: