Jesteś jak Twoi starzy. Tylko w internecie

W internetach jest taka akcja, że tam prawie nie ma starych ludzi. Z kolei w telewizji jest akcja odwrotna, bo nie ma tam młodych. Takie dwa dryfujące stateczki, które czasem znajdą się na kursie kolizyjnym i najczęściej dzieje się to w święta, ale od nowego roku każdy znów odpływa w swoją stronę.

Równocześnie wokół internetu narosło takie mityczne przeświadczenie, że dzięki niemu można wszystko. A przynajmniej dużo, dużo, dużo więcej. Właściwie to dość schizofreniczna sytuacja, bo to przeświadczenie głoszone jest przez samych internautów, czyli coś w stylu przychodzisz na imprezę i mówisz o sobie, że jesteś fajny, albo co gorsza studiujesz prawo. Raczej słaba się szykuje impreza w towarzystwie takiego wybornego gościa. Dodatkowo to gość, który z (ukrywaną lub nie) pogardą i zażenowaniem patrzy na pozostałych, bardziej tradycyjnych imprezowiczów (odbiorców tv). Zacofanie, bierność, ograniczone horyzonty – to najczęściej przychodzi takiemu gościowi do głowy. Mnie do dzisiaj to właśnie przychodziło.

Miałem okazję zobaczyć jak wygląda przeciętny weekendowy dzień widza tv: jakieś śniadanie z jakimiś politykami, potem trochę skoków, w międzyczasie film. Spoglądałem na to wszystko i porównywałem z przeciętnym weekendowym dniem internauty, czyli swoim. Rano kilka niusów, trochę artykułów, mail i jakiś film – standardzik na jakieś 3-12 godzin, w zależności od stanu spojówek.

Jaka jest więc różnica między Twoimi rodzicami a Tobą, bo między moimi rodzicami a mną jakoś wyraźnych nie dostrzegłem. W tym że masz większą kontrolę nad treścią? Tak jakby Twoi rodzice nie mogli przełączyć kanału na inny. Oni też oglądają interesujące ich rzeczy, dokładnie tak jak my – w internecie. No więc może różnica polega na tym, że możesz poznawać lifehacki, o których Twoja matka nie ma pojęcia? Tak jakby nie było telewizyjnych poradników urządzania mieszkań, ogrodów, podróżowania, wychowywania dzieci, filmów dokumentalnych, zapisów koncertów… Oglądanie o określonej porze też jest przecież w telewizji możliwe. Wystarczy sprawdzić program w tv i zaplanować sobie dzień. Siedzenie w internecie też sobie planujesz w ciągu dnia. Bo planujesz siedzenie w internecie, prawda?

Mam teraz w życiu taką sytuację, że codziennie dyskutuję z ojcem o bieżących wydarzeniach. On – człowiek z tv, ja – człowiek z internetem. Dyskutujemy tak codziennie od dwóch miesięcy i tak samo zmienił się nasz wpływ na komentowane wydarzenia. Czyli w ogóle. Nie trzeba być zresztą Krzysztofem Gonciarzem, żeby wpaść na to, że internet umożliwił taki sam odbiór treści jak telewizja, a twórcy stali się takimi samymi gwiazdami jak telewizyjne, ale niech będzie, że to nie tylko moje zdanie. Akcja z zaproszeniem żula na spotkanie z youtuberami parę lat wcześniej dokładnie zresztą to pokazała, ale gwiazdy internetów nie znały wówczas pojęcia subwersja. Tym gorzej dla nich:

No dobrze, to może na naszą korzyść jako internautów wpływa różnorodność treści, niższy próg wejścia, żeby sprzedawać w internecie, albo chociażby kreować w nim własny wizerunek. A kiedy ostatnio ktoś w internetach przekonał Cię do swojego zdania? Jakie komentarze czytasz najczęściej, jakie wypowiedzi są ‚najlepsze’ – te, z którymi się zgadzasz, dziecko to wie. Okazuje się zresztą, że nawet dyskusja na temat polityki aktywizuje te same obszary w mózgu, co dyskusja o religii, więc o jakich szansach przekonywania się jest mowa? Mam tak samo jak Ty!, doskonale Cię rozumiem, trzymam kciuki – to jest nasz przekaz dla świata, a nie dyskusja nastawiona na odbiór. Kółko wzajemnej adoracji – to są właśnie Twoje „internety” (tutaj też o tym było). W sondzie o komunikacji miejskiej, którą zrobiłem ludzie też się wypowiedzieli; w telewizji by nie mogli (najwyżej w Szkle Kontaktowym). Wypowiedzieli się, super i co z tego? Efekt takich sond jest zresztą odwrotnie proporcjonalny do zamierzeń z prostego powodu: ktoś Cię pyta o zdanie, spisuje je, po czym odwraca się, a Ty nawet nie wiesz co zrobiono z Twoją wypowiedzią. Świetne poczucie sprawstwa, proszę Państwa. Właśnie wygrałeś 3 kilo rozczarowania! I czas.

Taak, zostają blogi – na nich możesz powiedzieć co Ci się żywnie podoba. Tylko my tu rozmawiamy o internetach, w których ludzie oglądają kotki i rzucają butelką, żeby stanęła po obrocie. Zresztą, przy maszynie drukarskiej było tak samo: minęło ponad 100 lat od Gutenberga, zanim stworzono na świecie pierwsze drukowane czasopismo naukowe. Wcześniej znakomita większość drukowanych rzeczy to była pornografia. Nie żartuję – tak było! Odsetek blogujących jest zresztą pewnie bardzo podobny do odsetka prowadzących telewizyjne programy do ogólnej liczby oglądających. Obstawiam, że odsetek reklamujących się do wszystkich internautów wygląda analogicznie. Więc o jakim upodmiotawianiu, sprawstwie, progresywności i różnorodności w ogóle mówimy?

Różnica między Tobą – imprezującym internautą a imprezującym telewidzem jest więc taka, jak między pijącymi Campari a pijącymi piwo.

Bo czy wlewasz wódkę, czy z niczym pijesz whisky
Od nadmiaru i tak rzyga się do miski.

Więc skąd ta cała buta i bezpodstawna samozajebistość?

Może Ci się również spodoba

2 komentarze

  1. Robert napisał(a):

    Tak jest! Zgadzam! Właśnie tak!…
    Żartuję 🙂
    Właściwie to się nie zgadzam i zgadzam jednocześnie. Na początku myślałem, że post miał na celu zdeszufladkowanie ludzi, po czym chyba właśnie tym się zakończył – sam nie wiem 🙂 Ja jednak jestem za deszufladkowaniem ludzi – niezależnie czy ich medium to TV, czy Internet. Szufladkowanie ogranicza nasze postrzeganie świata i sprowadza na nas marazm intelektualny. Szukajmy w każdym z nas człowieka – nie ludzi, indywidualizmu – nie reguły.

    • Jakub Lewandowski napisał(a):

      Problem jest bardziej tricky niż się wydaje, bo jak poprzez medium masowe (blog jednym
      z nich) szukać indywidualizmu? Pokazuje to i koniec tego postu i koniec
      Twojego komentarza: ja zaszufladkowałem internetowców, Ty
      zaszufladkowałeś nie-marazmowców: „sprowadza na nas”, „szukajmy w nas”.
      Często chodzi tylko o figury retoryczne (np. jak chcesz napisać mocne
      słowa w grzeczny sposób piszesz „może powinniśmy” zamiast „powinieneś”
      etc.), ale tutaj rozchodzi się o wykorzystanie mocno
      zindywidualizowanego medium (internet) do zachowań masowych i
      psychologii tłumu.

      „Szukajmy indywidualizmu” – ciężko wyjść poza ten schemat, nie? 🙂

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: