Każdy szuka swojej drugiej połówki

Gdy wyobrażam sobie jak wyglądałby poranek mojego dojrzałego życia najczęściej przed oczami widzę siebie w wyprasowanej koszuli pijącego kawę. Słoneczna kuchnia z widokiem na ogród, krzątająca się żona, jakieś dzieci lub nie w pobliżu, a ja siedzę przy stole ze świeżutkim, dowiezionym mi do domu International Herald Tribune, którego mądre kartki przerzucam spokojnym ruchem, bo wstałem dużo wcześniej i mam czas na takie delektowanie się własnym intelektualizmem i światowością. Na razie z tych oczekiwań najwięcej jest rzeczywistości, bo do roboty wstaję grubo po budziku, a zamiast dowożonego mi Heralda sam muszę dylać do sklepu po Gazetę… Olsztyńską. Pół biedy, gdyby to faktycznie była Olsztyńska, ale po sugestii młodej ekspedientki, że jedyny egzemplarz muszę sobie wygrzebać zza Wyborczej znajduję… Miesięcznik Matrymonialny „Kontakt”. Przez chwilę konsternacja, nerwowe łypnięcie okiem czy nikt nie widzi, ale z ogłoszenia na ogłoszenie jestem coraz bardziej pewien, że zakup „Kontaktu” będzie lepszy niż prenumerata Olsztyńskiej wykupiona na rok, z weekendowymi dodatkami. W kolorze.
No więc podchodzę do kasy, na wszelki wypadek dobieram z półek jakieś gumy do żucia i zupki chińskie – to się prędzej czy później i tak przyda. Od razu robię atak wyprzedzający i na wierzch kładę „Kontakt”. Pytam dziewczynę zza lady czy widziała, co mają w tym regale z gazetami i jadę jej z rana, że tu jest 16 stron ogłoszeń napisanych maczkiem, że kopalnia wiedzy o ludziach pisana ich własnym językiem: Petarda za 4,90! Ona nic, trochę się uśmiechnęła, ale raczej głównie kasuje mi te moje produkty. Przejebane. Przecież nie będę jej mówił, że analizy częstotliwościowe słów można robić, diagramy semantyczne, demograficzne zestawienia. Albo że na bloga wrzucę, bo sobie założyłem niedawno i fajnie się będzie podzielić ze światem. Zadzwoni jeszcze po swojego Misia i wpierdol.

Możecie się dziwić czemu o tym czytacie, ale spójrzcie na ten wykres:

Łącznie daje to 650 ogłoszeń, co w przełożeniu na średniego użytkownika facebooka odpowiada liczbie posiadanych przez nią/niego znajomych. Wyobraźcie sobie, nagle wszyscy Wasi znajomi są sami, a zamieszczanymi przez nich ogłoszeniami matrymonialnymi można zapełnić cały miesięczny „Kontakt”. 16 stron zapisanych maczkiem. A to są wyłącznie ci, którzy mają odwagę zamieścić swój opis, swój telefon, adres.
Na niedawnym spotkaniu autorskim Magdalena Grzebałkowska powiedziała, że więcej jej dało do myślenia czytanie ogłoszeń zamieszczonych przez ludzi w 1945 r. niż lektura opasłych tomiszczy historyków. I nawet sporą część swojej najnowszej książki oparła na treści tych ogłoszeń: że ktoś poszukuje zaginionego spaniela, swoje dziecko; że ktoś przygarnie czyjeś dziecko, bo swojego już raczej nie odzyska…
No więc załóżmy, że kupiliście taki miesięcznik, trzymacie go przed sobą jeszcze nieotwarty. Czego byście oczekiwali? Dennych ogłoszeń ‚samotnej wdowy po przejściach, lat 54’ z Krosna? Też są, ale są i takie kwiatki:

Nie robiłem analiz częstotliwościowych i nie mapowałem słów, zakodowałem tylko płeć, wiek i województwo, z którego pochodził(a) autor(ka) ogłoszenia. Mężczyźni dużo częściej zamieszczają ogłoszenia, ich ogłoszeń jest prawie 30% więcej. Są też znacznie młodsi, średnia wieku autorów ogłoszenia jest o 6 lat niższa niż kobiet, choć przeważają osoby w wieku dojrzałym (55 lat – mężczyźni, 61 – kobiety). Najmłodszy autor ogłoszenia miał 25 lat. Wśród facetów zdecydowanie więcej anonsuje się wariatów tego rodzaju:

Wiadomo, że teraz ludzie się pobierają po tym, jak poznali się na portalu randkowym. I spoko, jeśli im to odpowiada i jest skuteczne. Tylko tak jak dyskusję wokół hipsterów narzekających na swoje miasta można zakończyć konkluzją „narzekają wszyscy i wszędzie tak samo” to jednak poniższe mapy jakieś różnice pokazują:

Może kobiety z Podlaskiego są bardziej pogodzone z losem niż mieszkanki Dolnego Śląska? A może ślązaczki tak się anonsują, bo mają więcej „męży-górników”, którzy umarli na pylicę? Da się oczywiście argumentować, że zbyt dużo zmiennych jest po drodze, że to się tak nie da prosto, bo np. gazeta bardziej się reklamuje w województwie X, a nie Y. „Kontakt” jest ze Szczecina (Zachodniopomorskie), które wcale nie ma nadreprezentacji. Sprawdziłem też (z grubsza) wskaźnik rozwodów dla województw na 10,000 mieszkańców (GUS, 2014) – zbieżności między rozwodami a ogłoszeniami niewielkie, o ile jakiekolwiek. Mnóstwo jest pewnie wyjaśnień, chciałem tu tylko zaznaczyć, że różnice istnieją, a ich powody da się jakoś racjonalnie wytłumaczyć. Za cienki jestem jednak w uszach, żeby to robić. Dlatego tylko sygnalizuję.

PS. Do statystyków: Zważyłem te anonse, policzyłem istotność statystyczną dla województwa przed zrobieniem mapek.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: