Biur(w)okr(e)acja

3 komentarze

  1. Zbigniew napisał(a):

    Bliska osoba, Holender, załatwiał sprawy spadkowe. Owszem musiał pojawić się w rodzinnym kraju, ale – zgłosił się do właściwego urzędu, sprawa poszła w ruch, mój Holender miał dwie godziny wolnego. Wrócił. Wszystko było załatwione. (spadek po rodzicach, spadkobierców kilkoro).
    Ostatnio wszedłem na strony grantowe ministerstwa kultury naszej ojczyzny. Już sam sposób formułowania zjeżył mnie i wywołał trudny do powstrzymania potok zżymania – i gorzej. Myślałem – co za ludzie tam pracują, na co idą te pieniądze, zamiast na wsparcie kultury na jakieś brednie i tabelki. Nieznośne, niedorzeczne. Potwór pożerający kulturę. Zrobić zjednoczenie muzeów i resztę rozebrać.
    Nie jestem pewien, ale emocje tak mi mówią.
    🙂

    • dychadziennie napisał(a):

      🙂 Ano właśnie, emocje. Ciężko znaleźć wspólny mianownik dla emocji i aparatu administracyjno-biurowego. Pewnie, że urzędnik reprezentuje instytucję X, ale tak samo można powiedzieć, że Pan lub ja reprezentujemy… jakąś linię ideologiczną. Choć po obu “stronach barykady” siedzą tacy sami ludzie z krwi i kości. Przykład z dziś: dzwonię do Pani z Urzędu Miasta, rozmawiamy na temat udostępnienia ludziom trawników i zabetonowanych skwerków. Gdybym dopasował swój punkt widzenia do punktu widzenia urzędu, musiałbym napisać pismo, wysłać jakiś raport potwierdzający skuteczność tych lub innych działań etc., a tak sobie pogadaliśmy (i się dogadaliśmy) – jak ludzie (choć w ramach istniejącej aparatury urzędniczej). Pars pro toto – sprytna i szkodliwa to pułapka.

  2. bagienny napisał(a):

    “Tak jakby kontakt z aparatem administracyjno-prawnym to były sobotnie ploty przy kawce.” A nie jest tak? A to peszek 😀

    Btw. ubawiłem się 😀

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: