Nad dachami codzienności

Może Ci się również spodoba

3 komentarze

  1. Marcin napisał(a):

    Tak to już niestety jest z pracą społecznika – zasilana jest tylko pozytywną energią zwrotną, która podtrzymuje zapał.
    Może po prostu zrób krótką przerwę,kilka kroków w tył, nabierz perspektywy bo będąc w wirze działania łatwo o frustrację (która niestety bije z tekstu). Gadaliśmy chyba o tym, że Olsztyn ma swoją specyficzną malkontencką stronę i nie jednego ona już pokonała. Szkoda by było gdybyś do tego grona dołączył.
    Liczą się małe kroki i małe sukcesy, sam za jednym zamachem wszystkich problemów nie rozwiążesz.

    • dychadziennie napisał(a):

      Hehe, dzięki za te słowa otuchy, miło mi że się troszczysz 🙂
      Nie jest tak źle jakby się wydawało, bo oprócz przepychanek od czasu do czasu sporo ludzi kibicuje temu działaniu – od ludzi na ulicy, po dobrowolne deklaracje i realną pomoc (w liczeniu ludzi, załatwianiu kontaktów do różnych osób etc.). Superpozytywnie też mnie zaskoczyli studenci. Są pasażerowie na gapę i obiboki, ale większość już teraz zebrała naprawdę fajne materiały (foto, wideo, notatki, wywiady z ludźmi).
      W ogóle ten cały “projekt” służy raczej konstruktywnej zabawie i zebraniu doświadczenia niż kopaniu się z koniem. Najgorzej to próbować uszczęśliwiać kogoś na siłę, czyli bardziej “zebraliśmy dane, dowiedzieliśmy tego i tego, wg nas powinno się zrobić to i to, ale to już Wasza sprawa czy będziecie chcieli to zrobić.” Nic na siłę 🙂

  2. Anonim napisał(a):

    Dobrze widzieć, że “Dycha” ponownie nadaje.
    Nie zostawia się stałych czytelników bloga na tak długo bez słowa… 😉

    Co do podejścia ludzi do tematu to z tego co pamiętam chyba Janette Sadik-Khan podała w “Walka o ulice” statystykę, że po kilku latach zmian które wprowadzała z zespołem poparcie dla zmian wśród mieszkańców osiągnęło 70%. Z jednej strony to dużo a z drugiej pokazuje, że nawet wymierne korzyści dla społeczności realizowane przez kilka lat napotykają na sprzeciw pozostałych 30%.

    Tak jeszcze z aktualnie pochłanianych treści:

    Jerzy Górski w “Najlepszy” (Łukasz Grass).
    “Niepodjęcie próby zrealizowania nawet najbardziej szalonego pomysłu jest dużo większym błędem niż porażka której mielibyśmy doświadczyć. Jakież ma ona znaczenie w sytuacji, kiedy możemy stać się uczestnikami wielkich rzeczy?”

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: