Warmia i Mazury

Niektórym region kojarzy się z Mikołajkami, innym przed oczami staje rozklekotany Ursus w zapyziałej zagrodzie. I chyba dobrze. Bo te teksty mają jedynie sprawić, żebyś wyrobił(a) sobie jeszcze bardziej samodzielne zdanie na temat tego fragmentu Ziemi.

 


Recykling cegieł i energii – 24 sierpnia 2017

Łąka pod Olsztynkiem. Z pozoru jak wszystkie. Wokół zagłębienia coś jakby szpaler młodych drzew. Najbliższy popiegeer za 300 metrów. Tylko szum traw przy resztkach cegieł podszeptuje zapomnianą historię.
– Osiem wielkich wież tu panie stało, Niemcy je postawili, żeby uczcić wygraną bitwę nad Ruskimi. Potem w trzydziestym czwartym osobiście przyjechał tutaj Hitler, bo jakiegoś niemieckiego generała chowali i był na jego pogrzebie. A po wojnie całym pomnik rozebrano.

 


Skansen z XXI wieku – 21 sierpnia 2017

Dzisiaj wizyta w skansenie wygląda tak:
– Wow, zobacz. Tutaj wypiekano chleb! Tu suszyły się zioła. W tym pomieszczeniu spano, w tamtym przędzono, tutaj przygotowywano jedzenie.
Ogród z warzywami był za oknem, garnki malowano w kwiaty, liczba filarów przed domem odpowiadała posiadanym hektarom, a kolor okiennic – pannę na wydaniu.


Bajeczka o człowieku – 18 sierpnia 2017

Kiedyś był taki człowiek
Nazywał się Tło
Obce mu były pojęcia
Dobro i zło

 


Mojej głowy horyzonty – 10 sierpnia 2017

Byłem dzisiaj w Bartoszycach. Wiesz, tam, gdzie już zakrzywia się ziemia.

 

 

 


Warmiński William Burroughs [reportaż spontaniczny] – 25 lipca 2017

Wsiadłem na rower i pojechałem. Najpierw robiłem przystanki co kilkadziesiąt metrów, bo mijane kadry były zbyt dobre. Potem zatrzymywałem się co kilkaset, ostatecznie stwierdziłem, że 3 km w godzinę to tempo żenujące, więc ruszyłem szybciej. Dojechałem do dwóch miejsc, gdzie kończy się asfalt; widziałem kapliczki zaraz obok developerki; patrzyłem na domki przy sunącej leniwie rzece, dzięki którym można się poczuć jak w Japonii; wdychałem warmiński las, który co drugi pomyliłby z Karkonoszami.


Dziura zabita dechami – 18 lipca 2017

Okolice Augustowa. Wieś z rodzaju tych, w których więcej ludzi jeździ wueskami niż samochodami. W których ślady obecności miejscowych widać głównie po pozostawionych przez nich tropach.
Po srebrnym łańcuchu choinkowym, który ozdabia okno drewnianej chaty.
Po huśtawce zrobionej ze sznurka od prania i plastikowego krzesła ogrodowego, któremu upierdzielono nogi.
Po dziurze do piwnicy, którą zabito dechami.


Jak zadłużają się gminy na Warmii i Mazurach – 13 lipca 2017 

Przeszukiwałem ostatnio zamówienia publiczne ogłoszone w tym roku w województwie warmińsko-mazurskim. Mniejsza z jakiego powodu, istotniejsze, że oprócz oczywistej frajdy z oglądania przaśnej i festynowej estetyki stron internetowych niektórych gmin w województwie, coraz częściej przed oczami pojawiał mi się jeden szczególny typ zamówienia. I nie, nie chodzi o przetargi na odławianie bezdomnych zwierząt

 


Jeden z takich domów – 12 lipca 2017

Teraz to jest budynek mieszkalny z użytkowym poddaszem, ale sam Pan widzi, że cegła przy górnych oknach i ta na parterze są inne. To pierwotnie była obora, na górze był tylko strych. Niemiec wybudował ją w 1916 roku, po tym jak dostał przydział 26 hektarów ziemi z prawem do budowy. Obok postawił drewniany dom, w którym mieszkał aż do wojny, ale w trakcie uciekł z tych terenów i po czterdziestym piątym gospodarstwo zasiedliło polskie małżeństwo.

 


Tam i z powrotem – 15 maja 2017

Jadą, każdy przed siebie. W stronę codzienności, we wspomnieniach z mijającego weekendu, z myślami o początku następnego tygodnia. Siedzą pojedynczo, czasem parami, bo już zabrakło wolnych miejsc lub z własnej nieprzymuszonej woli.

 

 


Światy równoległe – 12 maja 2017

Potrzebuję Twoich 10 minut. A Ty potrzebujesz słuchawek.

 

 

 


Budownictwo rekreacyjne – 8 maja 2017

Zapowiada się pierwszy taki ciepły weekend w roku. Wypadałoby, żeby otworzyć wreszcie sezon na domku. Kiedyś włączali wodę już na początku kwietnia, z uporem grabili, z entuzjazmem wieszali uprane zasłony, witali serdecznym hej dzień dobry z sąsiadami. Do miasta wracali w niedzielę późnym popołudniem, z zapachem palonych liści na roboczych ubraniach.

Od kilku lat weekendy zrobiły się jakoś krótsze. Syn dorósł, tematy z sąsiadami spowszedniały, ręce zaczęły cierpnąć od pracy już koło 13…

 


Turystyka z krwi i kości – 24 kwietnia 2017

Istnieje anegdota o tym, jak Leszek Cichy zdobywa szczyt: śnieg, dach świata po horyzont, on jako pierwszy człowiek w historii staje w najwyższym punkcie szczytu. Rozgląda się przez chwilę, uśmiecha. –To co, schodzimy? Wszystko trwa półtorej minuty. Mój cel jest inny.

 

 


Gdy wierzę już tylko sobie – 5 kwietnia 2017

Gdy w wieku 19 lat po raz pierwszy byłem we Wrocławiu i szedłem Kołłątaja w kierunku miasta najbardziej zapamiętałem zaniedbane kamienice i disco polo z okien. Musiałem tam trochę pomieszkać, żeby polubić to miasto. Lubię je do dziś. Gdy przeczytałem „Miedziankę” koniecznie chciałem zobaczyć ją na własne oczy. Doszedłem do końca drogi, ale we wsi nie było nic interesującego, z wyjątkiem jednego pomnika…

 


Zobacz synku, to jest baleron – 1 kwietnia 2017

Jak patrzę na atrakcje turystyczne Warmii i Mazur
to się zastanawiam czy ludzie nigdy konia nie widzieli
czy nie kumają, że oglądanie miłorzębu japońskiego
w tej strefie klimatycznej to taki trochę
krajoznawczy strzał w stopę.

 


Jedno z największych kłamstw świata – 22 lutego 2017

Brzmi: człowiek jest w całości kowalem swojego losu. Nie wiem czy to hasło wymyślił jeden facet, grupa trzymająca władzę, czy każdy wkręca je sobie indywidualnie, żeby łatwiej wytłumaczyć kiedyś ewentualny wpierdol od życia, ale wiem, że musiałem wrócić po 11 latach w rodzinne strony, żeby zacząć robić rzeczy, których nie robiłem do tej pory.

 


11.02.2015 – 11.02.2017 – 11 lutego 2017

Kto powiedział, że dycha to muszą być zdania.

 

 

 


Życie symboliczne – 9 lutego 2017

Bardzo łatwo odróżnić Warmię od Mazur. Kolega mówi, że jadąc na wschód w pewnym momencie przestajesz zauważać przydrożne kapliczki – to nieuchronny znak, że za chwilę zaczniesz zbijać piątki z żeglującymi warszawiakami. Niezależnie od ilości oliwki i liczby gaci na mazurskich relingach, kapliczki na Warmii widzę na co drugiej krzyżówce. Pewnie służyły kiedyś jako punkty orientacyjne dla wędrujących, być może jako…

 


Globalna wiocha – 8 grudnia 2016

Droga Olsztyn-Pieniężno: na mapie to kilkucentymetrowa linia oznaczająca 70 km na północ od stolicy warmińsko-mazurskiego. GPS przelicza jej pokonanie na godzinę z okładem, dla niego to banał sprowadzony do algorytmów „skręć w lewo”, „na drugim zjeździe prosto”, „trzymaj się prawej strony”. I całe szczęście, bo dzięki temu nikt nie wpadł jeszcze na pomysł zrobienia GPSów turystycznych: „po prawej stronie mijasz XVIII-wieczny kościół”

 


Masz helikopter? Na pewno burak z Ciebie. Albo złodziej – 2 grudnia 2016

Pan Wankz (taki raper-onegdaj doktorant) opowiadał kiedyś w wywiadzie, że młodość wspomina bardzo dobrze, bo jako ministrant, który chodził po kolędzie miał okazję bywać w niezliczonej ilości domów i to dało mu większe wyobrażenie o ludziach niż najlepsze społeczne sondaże, wykłady i grube książki. Podobnie miał zresztą Sławek Shuty, tylko on po kolędzie chodził w ramach performensu i nie był podczas swoich pielgrzymek po chatach ministrantem, ale księdzem.


Siekierezada – 24 listopada 2016

Znów mam okazję oglądać prawie trzygodzinny wschód słońca. Po drodze nadrabiam zaległości z ekonomii radiowym felietonem Wojciecha Zimińskiego, a po nim na antenie już tylko same poważniejsze, mądre gardła. Nie bardzo odróżniam w tych dyskusjach początek, rozwinięcie i zakończenie, ale mam nadzieję, że na miejscu wypytam kolegów o ich zdanie i z tego wyliczę dla siebie średnią z opinii. Nie bardzo…

 


Początek – 23 listopada 2016

Drugi dzień na starych śmieciach, pierwszy wyjazd. Start o 6:15, kierunek: Mazury. Cała, prawie 200 km droga z widokiem na wschód słońca. Fotografuję mijane jeziora jak bym widział je pierwszy raz w życiu, chociaż jeszcze kilkanaście lat temu widywałem podobne po kilka razy dziennie. Nawet las wydaje się jakiś bardziej leśny i prawdziwy – dziki, normalny las, żadne kikuty poupychane między polami, cywilizacją i niemożliwie płaskim krajobrazem.