Różne oblicza konformizmu

Olsztyn to jest generalnie takie miasto, w którym nic się nie dzieje, pod warunkiem, że nie chce Ci się lub nie umiesz sobie szukać rozrywek. Czyli jak – z grubsza – w każdym polskim mieście. Tym razem w skromne warmińskie progi zawitała trójka przemiłych gości w wieku -naście -dziesiąt lat – małżeństwo nauczycieli z synem. Przyjechali z Krakowa, żeby opowiedzieć o Dagestanie i o swoich wrażeniach z trzykrotnego pobytu w tym kaukaskim rejonie świata. I za każdym razem byli tam całą rodzinką.

Dagestan – pierwsze skojarzenia to oczywiście partyzancka wojna i putinowska geopolityka, ale jak to zwykle bywa perspektywa piechura działa jak pryzmat, za którym wiązka jednolitego światła prostych stereotypów zamienia się w wielokolorową mozaikę wątków, ludzi i historycznych kontekstów. Bo po Dagestanie jako regionie islamskim z jego ultrakonserwatywną odmianą wahabizmu oczekiwalibyśmy bezwzględnego przestrzegania Ramadanu, a nie historii o pijanych muzułmańskich (zawodowych!) kierowcach wożących polską rodzinę na stopa. Oczekiwalibyśmy, że skoro Ramadan to post, a nie wjeżdżająca na stół kiełbasa zamówiona w knajpie przez miejscową policję. Że jeśli mieszkańcy są tacy konserwatywni, to w życiu nie usłyszy się od nich słów podziwu dla przyjezdnych, którzy – nie tak jak miejscowi – wychowali swojego chłopca w taki sposób, że ten umie się bawić bez smartfona, albo chociaż, że prędzej trzeba im będzie tłumaczyć, co to jest paralotnia lub ponton niż co to jest plecak, w którym wszyscy po kolei zaczną sobie robić zdjęcia, by za chwilę wylądowały na rosyjskim facebooku.

Perspektywa piechura – po godzinie prawie nic już Ci się nie zgadza w obrazie, z którym przyszedłeś. Prawie, bo oddychasz czasem z ulgą słysząc historie o wiosce, w której tylko jedna kobieta umie czytać, albo o tym, jak to Aisza po 7 latach dobrego sprawowania w domu dostaje możliwość od męża, żeby na 3 dni odwiedzić swoje siostry. I że córka Aiszy, 15-latka, już ma wybranego męża. Te kropki jeszcze można połączyć, ale 19 górskich wiosek zjednoczonych przez święcie wyznawaną ideologię komunizmu? Obcokrajowcy i zamachy – te kropki też ciężko połączyć, bo największym zainteresowaniem terrorystów nie cieszą się wcale bogaci przybysze z dolarami na okup, ale policjanci, służby specjalne i wojsko – i tak twierdzą wszyscy: miejscowi, ale i sami mundurowi, którzy – jakby tego było mało – wysyłają trzyosobową polską rodzinę daleko od siebie w obawie o to, żeby nie zginęli przypadkiem od adresowanej do tych właśnie mundurowych bomby. I nawet podwozie sprawdzają w samochodzie, który chce wziąć naszą trójkę na stopa czy nie ma ładunku. No ale kropki o nazwie Imam Szamil + polscy jeźdźcy konni u boku tego najprawdziwego-z-prawdziwych bohatera Dagestanu, którego wizerunki wiszą absolutnie wszędzie i o każdej porze? Ja nawet nie wiedziałem, że takie kropki w ogóle istnieją!

Z grubsza oczywiście wiadomo, że w Dagestanie od dziesiątków lat każdy sprzedaje każdemu broń za wódkę, wódkę sprzedaje za wóz policyjny, a co sprytniejsi wynajdują dodatkowo fajny szpej na ebayu. Wiadomo też mniej więcej, że młodzi z braku perspektyw idą albo do rosyjskiego FSB lub Specnazu, albo są rekrutowani przez Państwo Islamskie i wracają po kilku latach, żeby zabić w zamachu (być może) swoich kolegów z wioski obok, którzy zrekrutowali się dla odmiany do tegoż FSB lub Specnazu. W tym by się pogubił nawet Stephen Hawking, ale na wszelki wypadek sprawdziłem, co tam o Dagestanie pisze wielki świat polskich mediów. Artykułów w PAP, tvn24, gazeta.pl i rzepie raczej jak na lekarstwo, ale nie to jest akurat problemem – nie każdy musi się znać na wszystkim, no ale żeby aż tak perfidnie? To nawet studenci spisując wiedzą, że nie słowo w słowo…

O tym, że król jest nagi i że nie lubi, gdy ktoś mu o tym mówi, możemy się dowiedzieć nawet z bajek. Tak jak już niemal banałem jest stwierdzić, że królewskie, medialne pieski salonowe nie bywają zadowolone, gdy ktoś o goliźnie króla raczy nawet napomknąć, ale szkoda chyba naszego czasu, żeby kopać się z koniem. Pod koniec spotkania z sali padło bowiem sakramentalne: Dlaczego wybraliście do zwiedzania właśnie Dagestan?

– Ze względu na ludzi. I dlatego, że możesz jechać z plecakiem na głowie i synem na kolanach i nie musisz się obawiać o te wszystkie przepisy, regulacje i normy, których tak mnóstwo jest w Europie.

I tu dochodzimy do clou, podwójnego clou, bo każdy średnio myślący krytycznie człowiek, po pierwsze, sentymentalnie uśmiechnie się pod nosem słysząc stwierdzenie o regulacjach, normach, prawach i dyrektywach, a po drugie, zgodzi się co do porażającej miałkości serwowanych codziennie informacji medialnych.

No więc skoro każdy z nas wie, że król jest nagi, a piesek salonowy to co najwyżej jakiś kundello, dlaczego tego pieska ciągle się głaszcze, a króla ogląda w całej jego (wątpliwej) okazałości?

Spotkanie odbyło się w olsztyńskim Mchu, o Dagestanie opowiadali: Beata, Konrad i Mikołaj z 5kierunku – obczaj sobie ich stronę: tutaj. Bardzo warto! Są też na facebooku.

Może Ci się również spodoba

2 komentarze

  1. Pawel W napisał(a):

    Tę płentę to mi z ust (z głowy?) wyjąłeś.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: